...złe chwile
Wpisany przez Kula   
niedziela, 26 kwietnia 2009 21:06

Siadając do klawiatury zastanawiałem się ile czasu minęło, od ostatniego niusa.

Ponad pół roku.

Właściwie trzeba było nam wcześniej to napisać, ale informacja i tak rozniosła się pocztą pantoflową - z naszej inspiracji. Już w Gliśnie, wiedząc co się święci i na jakim kursie kolizyjnym i z czym jesteśmy, szeptaliśmy po cichu:

Hardkonu w 2009 roku prawdopodobnie nie będzie.

Hardkon 888 się skończył. Powoli wszędzie robiło się coraz mroczniej i wilgotniej, a “prawdopodobne” zmieniało “pewne”. Ustabilizowało na tej pozycji całkiem i zupełnie 4 tygodnie temu, 9 marca, kiedy po walce z ciężką i nieuleczalną chorobą odszedł mój Tato.

Dzielę się tą informacją nie dlatego że mi marcinkiewiczostwo w głowie, ale żeby ukrócić dochodzące nas spekulacje o tym, że niby się wszyscy pożarliśmy, plujemy jadem i dlatego Hardkon padł na wieki wieków amen. Oraz wszystkie inne brednie które słyszałem a które pokonywały nierzadko setki kilometrów nie dotarły do mych uszu.

Informuję więc:

Hardkon nie padł.

To prawda, wywróciło się pare rzeczy do góry nogami, z moim życiem na czele. Zmienił się układ sił, niektóre przyjaźnie okazały się mniej trwałe i wagon soli jaką jest organizowanie konwentu nie dla wszystkich okazał się strawny. Ostatnie miesiące były ciężkie - ale gdzieś tam zaczyna się horyzont z ciężkich chmur powoli przecierać i pchamy sprawy do przodu. Rdzeń składu orgowskiego przetrwał. Już teraz czujemy pustkę myśląc o nadchodzącym lecie i wiemy, że nie chcemy czuć się w ten sposób w przyszłym roku. Trzymajcie za nas kciuki.

 

Kula

 

Jak zwykle, odrobina prywaty, ja po prostu mam za duże ego i nie potrafię inaczej (in alphabetical order):

 

Kasica, Mały, Owca, Widłak - dziekuję że byliście i jesteście obok.